-Caroline-
Promienie słońca otuliły moją twarz.
Nie lubiąc tego uczucia, zakryłam twarz poduszką. Próbując zasnąć lecz jednak nie udało się, w wampirzym tempie wstałam i ubrałam przy okazji. Teraz w normalnym tempie poszłam do łazienki i zaczęłam poranną toaletę. Skończyłam i ociągając się zeszłam na dół. Wiatr rozwiał moje ułożone przed chwilą włosy. UGH! Chwila, chwila nie otwierałam okna...Powoli podeszłam do rozwianej firany i zamknęłam okno. Byłam zdezorientowana, jakim cudem te okno jest otwarte gdy pamiętam że zamykałam okna. Mimowolnie odwróciłam się i od razu odskoczyłam, serce powędrowało do mojego gardła a ręce zaczęły drżeć ale po chwili dłonie zacisnęły się w pięści.
-Jesteś nienormalny! -krzyknęłam na całe gardło. Ale on się nic się nie odezwał tylko patrzał na mnie.
-Wyjdź z mojego domu! Nie masz tu wstępu! -powiedziałam już trochę spokojniej. Ale on nadal tępo mi się przyglądał.
Zamknęłam oczy i westchnęłam, po chwili moje oczy znowu się otworzyły a Klaus's nie było... Przede mną stała wysoka lampa... Dlaczego wszystko mi się z nim kojarzy?! Może... Może...Nie! To by było głupie, wczoraj już o tym myślałam i dzisiaj tez?! Nie, to jak dla mnie za dużo. Teraz trzeba myśleć o...o...o czymś normalnym nie o nim. No i znowu, no więc dzisiaj jest mój dzień. A dlaczego?! dlatego że mam kupić sukienkę!
-Wyjdź z mojego domu! Nie masz tu wstępu! -powiedziałam już trochę spokojniej. Ale on nadal tępo mi się przyglądał.
Zamknęłam oczy i westchnęłam, po chwili moje oczy znowu się otworzyły a Klaus's nie było... Przede mną stała wysoka lampa... Dlaczego wszystko mi się z nim kojarzy?! Może... Może...Nie! To by było głupie, wczoraj już o tym myślałam i dzisiaj tez?! Nie, to jak dla mnie za dużo. Teraz trzeba myśleć o...o...o czymś normalnym nie o nim. No i znowu, no więc dzisiaj jest mój dzień. A dlaczego?! dlatego że mam kupić sukienkę!
Wyszłam z domu i skierowałam się do sklepu w którym miałam spotkać się z Bonnie...
-Klaus-
Powoli zbliżałem się do domu Salvatore'ów musze wyrównać swe rachunki. Wszedłem do pomieszczenia niezauważalny, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ciało, ciało kobiety. Podszedłem do ciała i sprawdziłem puls nie ma...Co do cholery się tu wydarzyło?! Rozpruwacz powrócił? Mój grymas mimowolnie zszedł a zawitał nikły uśmiech.
Usłyszałem jęki, szedłem po schodach na górę aż w końcu doszedłem do celu, do pokoju Stefan'a. Zobaczyłem coś czego nie chciałem ujrzeć...Stefan "skakał" po mojej siostrze. Rebekah od razu spojrzała na mnie, miała zły wyraz twarzy. W wampirzym tempie ubrałam się ,podeszła do mnie i z całej siły uderzyła mnie w twarz.
-Jesteś bezczelny! -krzyczała - chce mieć swoją prywatność a ty jak zwykle ją naruszasz
-Zapomniałaś Kochana siostrzyczko kto ma sztylet?! JA! Nie przyszedłem do ciebie tylko do Salvatore"ów, nie bądź nie miła...
-Czego chcesz Klaus? - zapytał nieoczekiwanie Stefan
-Tego samego co ty... - widziałem zdezorientowanie na jego twarzy.
-Klaus przejdź do rzeczy...- był wyraźnie sfrustrowany. Mimowolnie uśmiech zawitał drugi raz, zeszliśmy na dół i mogłem przejść do sprawy...
---------------------------------------
Mam nadzieje że się podobało? A tak w ogóle ktoś czyta?
~*~Angel~*~

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz